Partner artykułu czytaj ten artykuł
Klasa, styl, szyk, elegancja, kurtuazja, nienaganne maniery, sztuka konwersacji, savoir-vivre, wysublimowane komplementy, ukłony i niekończące się korowody uprzejmości – pęk haseł-kluczy do furtki belle epoque jest imponujący.

Codzienne konwenanse schyłku XIX i początku XX wieku Nelson Fragelli na łamach dwumiesięcznika "Polonia Christiana" określa wręcz mianem "świeckiej liturgii", która czyniła "epokę tak piękną" przede wszystkim za sprawą "łagodności obyczajów i elegancji życia".

Codzienna liturgia

W istocie, zwłaszcza w europejskich stolicach (choć nie tylko), powstawały liczne świątynie, w których ową świecką liturgię masowo koncelebrowano. Były to przede wszystkim prywatne salony i kawiarnie, w których elita społeczna w atmosferze przesiąkniętej zapachami smakowitych potraw oraz oparami tytoniu i perfum rozprawiała o sztuce, literaturze, najnowszych odkryciach niemal każdej dziedziny naukowej (o czym dalej) i polityce.

Jednak nie tylko klasy najwyższe pełną piersią zachłystywały się belle epoque – jej klimat udzielał się też "pospólstwu" w mniejszych miastach i wioskach. "Tu literatura, sztuka i nauka nie stanowiły głównego tematu rozmów. Uwaga zgromadzonych koncentrowała się na życiu lokalnym. Zaginiona koza, widziany nocą w pobliżu stajni wilk, pożar w stodole sąsiada, przybycie na świat nowego parafianina, wojskowe osiągnięcia synów, historie z wypraw na polowania – te sprawy przede wszystkim zajmowały rozmówców" – pisze Fragelli.

Jedno nie ulega wątpliwości: czy to w salonach-pałacach, kawiarniach literackich bądź uniwersyteckich czy też wiejskich karczmach, świat otwierał się na ludzi, a ludzie otwierali się na świat. Jak stwierdza Fragelli, "to wspaniałe stosunki społeczne leżą u źródła nazwania tego okresu pięknym – belle epoque – czyniąc go w naszych umysłach niezapomnianym".

Okazji do pielęgnowania owych stosunków społecznych nie brakowało: pikniki na świeżym powietrzu, herbatki w mniejszym i większym gronie, spotkania w kawiarniach, całonocne (a nierzadko przeciągające się aż do południa dnia następnego) wystawne bale, pokazy iluzjonistów i "cudów natury" (kobiet z wąsami czy braci syjamskich), seanse spirytystyczne dla nieco bardziej uduchowionych (lub przynajmniej tego uduchowienia szukających), opery i operetki, kabarety, później także pokazy filmowe – to wszystko stanowiło nieodłączną część dnia codziennego "pięknej epoki".

Był to czas skracania nie tylko dystansu społecznego czy duchowego między ludźmi, ale też tego fizycznego – dzięki nowym wynalazkom, przede wszystkim telefonowi i telegrafowi, komunikowanie stało się dużo łatwiejsze. Podobnie było z podróżowaniem, które upowszechniało się wraz z rozbudową linii kolei elektrycznej, a później wynalezieniem pierwszych samochodów.


Niemyte dusze

Określenie „belle epoque” zostało ukute dopiero w XX wieku, po zakończeniu dwóch wielkich wojen światowych, które wstrząsnęły Europą i światem, i było wyrazem nostalgii za czasami spokoju i dobrobytu. Jednak w XXI wieku okres przełomu XIX i XX wieku zyskał nieformalną nową nazwę: "wielka popijawa" (ang. The Great Binge). Wszystko za sprawą nieograniczonego dostępu i zarazem sporej popularności używek, przede wszystkim opium, heroiny, kokainy, morfiny, absyntu, które u schyłku XIX wieku były na porządku dziennym (nie mówiąc już o nocnym). Gwoli ścisłości: w czasach swojej świetności większość z nich jednak za używki nie była uznawana, raczej za doskonałe lekarstwa, niejako przy okazji wprowadzające "pacjenta" w błogi nastrój.

Dość wspomnieć, że heroinę, obecnie uznawana za jeden z najcięższych (czytaj: najsilniej uzależniających i najbardziej destrukcyjnie działających na organizm) narkotyków, odkrył w 1874 r. brytyjski chemik C.R. Alder Wright. Dwie dekady później została zsyntetyzowana w laboratorium niemieckiego koncernu farmakologicznego Bayer przez Felixa Hoffmanna i błyskawicznie przyjęta przez środowiska medyczne jako niemalże cudowny medykament, skutecznie rozprawiający się z różnymi dolegliwościami – z bólami menstruacyjnymi, migrenami i kaszlem na czele – a jednocześnie bezpieczny i niepowodujący ryzyka uzależnienia. Już w 1899 r. Bayer produkował rocznie tonę heroiny, która wędrowała do 23 krajów, szczególną popularność zdobywając w Stanach Zjednoczonych. Szybko jednak naukowcy znad Sekwany i właśnie USA odkryli, że wbrew początkowym zapewnieniom jest to substancja silnie uzależniająca.

Nie inaczej było z opium, swego czasu – to znaczy w XIX wieku – uznawanym za panaceum na astmę i bezsenność i zachwalanym jako środek uspokajający i uśmierzający ból, a także z kokainą. Jak przypomina na łamach "Focus Historia" historyk i publicysta Andrzej Krajewski, opatentowanym przez farmaceutę Angelo Mariani napojem Vin Mariani raczyli się pod koniec XIX wieku m.in. pisarz Juliusz Verne, królowa Wiktoria, wynalazca Thomas Edison, architekt Frederic Auguste Bartholdi (projektant Statui Wolności) czy wreszcie papież Leon XIII. I nie byłoby w tym nic dziwnego czy zdrożnego, gdyby nie fakt, że "farmaceuta w około 20 g wina Bordeaux rozpuszczał ponad 50 mg koki (dawkę określaną dziś często jako kreska, dającą kwadrans w euforycznym stanie)". "Łatwo sobie wyobrazić, co działo się z konsumentem, gdy wysączył całą butelkę" – pisze historyk.

Wielkim apologetą kokainy był ojciec psychoanalizy Zygmunt Freud, który regularnie brał "niewielkie dawki przeciwko depresji i niestrawności", osiągając "zaskakująco dobry skutek". Jak opisuje Krajewski, trzy miesiące eksperymentów miały wystarczyć Freudowi do tego, by odkrył, że "kokainą można leczyć m.in. uzależnienie od morfiny, osłabienie organizmu, depresję, wszelkie bóle, astmę, a nawet syfilis i cholerę". Tak w 1885 r. miał zacząć się w Europie "kokainowy boom".

Podobnie jak w przypadku heroiny rychło pojawili się sceptycy. Już w 1887 r. Jansen Mattison, dyrektor domu dla uzależnionych w Brooklynie, miał ostrzegać, że "kokaina jest to narkotyk najbardziej fascynujący, kuszący, a zarazem niebezpieczny i niszczycielski". Choć w wyniku spowodowanej tą substancją śmierci swego przyjaciela lekarza Ernsta von Fleischl-Marxowa w 1891 r. Freud wycofał swe wcześniejsze zachwyty nad kokainą, elity (i nie tylko) w Europie zdążyły już połknąć jej bakcyla. Pod wpływem narkotycznych substancji – nie tylko kokainy, ale też m.in. peyotlu – tworzyli swoje dzieła najwybitniejsi artyści „pięknej epoki”, na czele z Witkacym.

Jakoś wszak trzeba było sprostać opisanym już towarzyskim konwenansom i niekończącym się rozrywkom z jednej strony, z drugiej – ukoić "chorobę wieku". Na czasy belle epoque przypadł bowiem rozkwit dekadentyzmu, inspirowanego m.in. twórczością Nietzschego czy Schopenhauera lęku przed otaczającym światem, a przede wszystkim niszczącym więzi międzyludzkie postępem technologicznym, i przekonania o nadciągającym zmierzchu cywilizacji.

Ku zabawie czy zapomnieniu w czasie belle epoque "ludzie pakowali w siebie wszystko, co się tylko dało" – stwierdza wprost Esther Inglis-Arkell na założonym w 2008 r. i poświęconym szeroko pojętym science fiction, nauce, technologii i futuryzmowi blogu io9.

Chapeau bas

Belle epoque przyniosła nie tylko demokratyzację ustrojów kolejnych zachodnioeuropejskich państw, ale też życia codziennego, począwszy od dostępu do szeroko pojętej kultury i rozrywek (za sprawą rozwoju sztuki, literatury i muzyki w coraz lżejszych formach, jak operetka czy kabaret) po – do niedawna jeszcze wydatnie podkreślający status społeczny – ubiór.

Jak zauważał Maciej Brzeziński na blogu Historie Poznania, "o ile w pierwszej połowie XIX wieku nie spotykało się na ulicy zbyt wielu osób modnie ubranych i bez problemu można było rozpoznać status społeczny przechodnia, o tyle na przełomie wieków, zwłaszcza w niedzielę, ciężko było odróżnić bogatego kupca od rzemieślnika, a urzędnika od arystokraty".

Panie mogły już odetchnąć swobodną piersią (dosłownie – sztywne gorsety powędrowały bowiem w dół sylwetki, ściskając raczej biodra niż biust) i, choć wciąż obowiązywała długość spódnic do kostek, sprawniej się poruszać dzięki odesłaniu do lamusa krynolin, trenów i nadających sylwetce kształt litery S turniur.

Nieodłącznymi atrybutami każdej kobiety, a już na pewno takiej, która choćby tylko pretendowała do miana damy, były natomiast eleganckie rękawiczki i kapelusz. Wszelakie nakrycia głowy, od miękkich cyklistówek poprzez meloniki po sztywne cylindry, były również nieodzownym elementem męskiej garderoby. Feerię barw ówczesnej mody (i życia codziennego) lada moment będziemy mogli podziwiać w najnowszym serialu TVN "Belle epoque".


Gorset moralny

Belle epoque nieco poluzowała sztywne gorsety ściskające talie ówczesnych kobiet, ale nie te krępujące je moralnie. O ile w przypadku mężczyzn przymykano oko na ich ekscesy obyczajowe, przede wszystkim seksualne, a w niektórych kręgach posiadanie żony i kochanki było nieoficjalnym wyznacznikiem statusu, o tyle w odniesieniu do kobiet wciąż obowiązywały pruderyjne, surowe zasady.

"Działania mężczyzn w tej kwestii charakteryzowała daleko posunięta swoboda zarówno w małżeństwie, jak i poza nim, która była całkowicie niedostępna kobiecie", zauważa Aneta Niewęgłowska w recenzji książki Agnieszki Lisak "Miłość, kobieta i małżeństwo w XIX wieku". I dalej: "od kobiet wymagano czystości przed ślubem, jak również bezwzględnie dochowania wierności małżeńskiej, co już nie było taką oczywistością w odniesieniu do mężczyzn".

Równie źle postrzegane było bezżeństwo – choć w tym przypadku towarzystwo poza swój nawias wykreślało samotnika bez względu na płeć. Jak zauważa Agnieszka Lisak, swoje przysłowiowe trzy grosze dorzucali naukowcy, ostrzegając, że "niezamężni ulegali rozmaitym zboczeniom sfery uczuciowej, takim jak: tęsknica, bezsenność, zmory nocne, sny miłosne, szaleństwa maciczne czy wreszcie zgubne przyjemności samogwałtu".

Tyle wersji oficjalnej. Pod zrogowaciałą skórą konwenansów tętniły bowiem nieposkromione namiętności, wywracające konserwatywny świat do góry nogami. "Pustoszały kościoły, wzrastała liczba osób pozostających w związkach niesakramentalnych, pojawiały się pierwsze przypadki rozwodów. Rozkwitała prostytucja" – pisze Fragelli.

W tej atmosferze zaczęły tężeć ruchy kobiece, od sufrażystek, walczących w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych o prawa wyborcze dla kobiet, po wojujące o "wolność, równość, braterstwo" francuskie feministki. Na belle epoque przypada bowiem tak zwana pierwsza fala feminizmu, kiedy to kobiety zaczęły m.in. szturmować furtki typowo męskich dotychczas przyczółków: medycyny, nauki, wolnej masonerii, a nawet ruchów politycznych (konkretnie socjalizmu).

Dość wspomnieć, że największa kobieca organizacja matecznika belle epoque Conseil National des Femmes Francaises jeszcze w 1901 r. liczyła ok. 20 tys. członków, w przededniu wybuchu I wojny światowej zaś – już ponad 100 tys. Organizowane rokrocznie kongresy feministyczne podnosiły najbardziej palące kwestie, od równego dostępu do edukacji i pracy (a także zarobków!) poprzez gruntowną nowelizację Kodeksu Napoleona z początku wieku po prawne uregulowanie prostytucji czy uznanie pracy domowej i macierzyństwa za funkcje istotne społecznie. Socjalistka i feministka Helene Brion podnosiła wręcz, że "kobiety są bardziej wykorzystywane jako kobiety przez męskie społeczeństwo niż jako pracownicy przez kapitalistów".

Freudowski bohater

Mimo iż w XIX wieku wciąż pokutowało przekonanie, że właściwie cała wiedza, jaką powinna posiąść kobieta, dotyczyła sfery domowej (gotowanie, szycie, haftowanie, sprzątanie, opieka nad dziećmi etc.). W czasie belle époque ów zasób wiedzy został poszerzony o umiejętności podnoszące jej status w towarzystwie, począwszy od śpiewu i tańca po podstawy historii, geografii i nauk ścisłych. "Zbyt wykształcone panny budziły niepokój. Uważano wręcz, że myślenie u kobiet może negatywnie wpłynąć na ich urodę, czy nawet wywołać chorobę umysłową" – przypomina Aneta Niewęgłowska.

A jednak niektóre przedstawicielki płci pięknej podejmowały tyleż ambitną, co niejednokrotnie trudną przeprawę przez kolejne szczeble edukacji. Bodaj najbardziej spektakularnym przykładem jest Maria Skłodowska-Curie, która, wyjeżdżając w 1891 r. na studia na paryskiej Sorbonie, zdołała wysupłać się z kolejnego, tym razem edukacyjnego, gorsetu krępującego kobiety na ziemiach polskich. Wytężona praca na polu nowej dziedziny naukowej – radiochemii, opracowanie teorii promieniotwórczości i odkrycie dwóch nowych pierwiastków (radu i polonu). I wreszcie – zainicjowanie nowej metody leczenia nowotworów zaowocowały dwoma chemicznymi Noblami: otrzymanym w 1903 r. wespół z mężem Piotrem Curie i Henrim Bacquerelem i w 1911 r. już samodzielnie. Po śmierci w 1934 r. Skłodowska-Curie spoczęła (jako jedyna kobieta!) w paryskim Panteonie.

Chemia to jednak nie jedyna dziedzina naukowa, która przeżywała swój rozkwit w czasie belle époque. Właściwie każda gałąź wiedzy rozwijała się w owym czasie w zawrotnym tempie, w dużej mierze za sprawą dokonującej się właśnie pod koniec XIX wieku tzw. drugiej rewolucji przemysłowej.

To właśnie w dobie belle époque żyli i tworzyli wizjonerzy, których prace legły u podstaw współczesnej nauki. Wśród plejady najznamienitszych postaci wymienić należy przede wszystkim Ludwika Pasteura, mikrobiologa i wynalazcę szczepionek m.in. przeciwko wściekliźnie, cholerze i wąglikowi, twórcę teorii względności, niemieckiego fizyka żydowskiego pochodzenia Alberta Einsteina, wynalazcę promieniowania X Wilhelma Roentgena czy braci Wright – twórców pierwszego samolotu.

Zbudowana w 1889 r. wieża Eiffla, uruchomiona w 1879 r. pierwsza linia kolei elektrycznej, telefon, radiotelegraf, benzynowy silnik spalinowy, kinematograf – to i tak tylko wierzchołek góry lodowej wynalazków belle époque.

W epicentrum zainteresowania uczonych (i nie tylko) znalazł się również sam człowiek: jego psychika, podświadomość, naturalne popędy i instynkty, ideały, normy moralne, wreszcie – wewnętrzne mechanizmy, które nim kierują. Fundament pod zupełnie nową konstrukcję człowieka XX wieku niewątpliwie położył Zygmunt Freud ze swoimi dwoma wielkimi dziełami: wydanymi w 1900 r. "Objaśnieniami marzeń sennych" i opublikowaną 10 lat później rozprawą "O psychoanalizie". Wydaje się, że to właśnie iście freudowska, niezwykła intuicja pomoże Janowi Edigeyowi Koryckiemu, głównemu bohaterowi serialu TVN "Belle epoque", rozwiązać szereg zagadek kryminalnych, na czele z tą najważniejszą: kto odpowiada za śmierć jego matki.