Partner artykułu czytaj ten artykuł
Lubicie zbaczać z utartych szlaków i odkrywać nieznane miejsca, których nie znajdziecie w przewodnikach? Zapraszamy was do Krakowa – miasta, które jest i było niezwykłą mieszanką kultur, w którym od wieków przecinały się ścieżki wielkich tego świata, ojczyzny poetów, malarzy i filmowców – marzycieli. Warto tam zajrzeć szczególnie teraz, gdy na małe ekrany wchodzi niezwykły serial „Belle epoque”.

Jego akcja rozgrywa się w tajemniczym, dekadenckim i magicznym Krakowie na początku XX wieku. Zanim wsiąkniecie w losy głównych bohaterów i razem z nimi zaczniecie odkrywać kryminalne zagadki sprzed ponad 100 lat, zapraszamy was na małą podróż do przeszłości. Zaplanujcie już dziś wypad do Krakowa – choćby na weekend – śladami pięknej epoki, w której każdy detal, najmniejszy przedmiot i każde słowo miały znaczenie

Kraków sprzed wieku

Zanim staniecie na jednej z krakowskich ulic, musicie wiedzieć, że miasto na początku XX stulecia było częścią monarchii austro-węgierskiej. Miało to ogromny wpływ nie tylko na politykę czy gospodarkę, ale również na sztukę i kulturę. Stąd, jeśli mówimy o secesji krakowskiej, myślimy głównie o secesji wiedeńskiej, choć nie tylko. Wśród architektów, malarzy czy rzemieślników z tamtych czasów było wielu wyjątkowych twórców, których styl trudno zdefiniować i przypisać do jednego nurtu belle époque. Warto wspomnieć tu chociażby o Teodorze Talowskim, którego nazywano „polskim Gaudim”, Stanisławie Wyspiańskim czy Stanisławie Gabrielu Żeleńskim. To m.in. oni i ich przyjaciele sprawili, że Kraków z początkiem XX wieku zaczął falować, skrzyć się mnóstwem kolorowych witraży i zamienił się w tajemniczy ogród pełen roślinnych i zwierzęcych ornamentów.


Śladami Wyspiańskiego

Naszą podróż po Krakowie z czasów belle époque rozpoczynamy od totalnego must see, czyli miejsc związanych z życiem i twórczością Stanisława Wyspiańskiego. Czołowy przedstawiciel Młodej Polski i prawdziwy geniusz, który swoje mistrzostwo udowodnił niemal w każdej dziedzinie sztuki – od dramatów przez malarstwo aż po sztukę użytkową – w tym roku będzie szczególnie wspominany w Krakowie w związku ze 110. rocznicą jego śmierci. Wielka wystawa poświęcona jego życiu i twórczości planowana jest na listopad 2017, ale nawet jeśli planujecie wypad do Krakowa już teraz, natkniecie się na wiele „wyspiańskich śladów”.

Jeśli chcecie zajrzeć do miejsca, w którym urodził się słynny artysta, znajdźcie na mapie adres Krupnicza 25. To tutaj 15 stycznia 1869 r. urodził się Stanisław Wyspiański. Jego dzieciństwo wiązało się z wieloma przeprowadzkami. Po śmierci matki i brata, a następnie ojca cierpiącego na alkoholizm został oddany pod opiekę ciotce. Dziś nie sposób wymienić wszystkich miejsc, w których mieszkał i tworzył Wyspiański. Kraków przesiąknięty jest jego duchem i jego sztuką.

Warto jednak zaznaczyć na mapie jeden adres – Krowoderska 79. To tutaj 30-letni Stanisław w 1900 r., po powrocie z Paryża i po ślubie z chłopką Teofilą Pytko, dzięki nagrodzie Akademii Umiejętności wynajął siedmiopokojowe mieszkanie na drugim piętrze krakowskiej kamienicy. Tutaj przyszły na świat jego dzieci, których portrety znamy do dziś. Tutaj również tworzył swoje najważniejsze dzieła w słynnej szafirowej pracowni, w której wszystkie ściany, a także sufit pomalowane były na niebiesko.

Stanisław Wyspiański, zafascynowany polską sztuką ludową, uwielbiał intensywne barwy. Wśród siedmiu pokoi mieszkania znajdował się również pokój dzieci – cały żółty, który artysta ozdobił rysunkami zwierząt. Podobno jedną z bohaterek jego rysunków była koza, która w rzeczywistości także mieszkała na Krowoderskiej 79. Przywieziona została z Konar przez żonę Teofilę, aby dawać świeże mleko.

Najprawdopodobniej to właśnie w szafirowej pracowni powstały projekty najsłynniejszych witraży Stanisława Wyspiańskiego, które odnajdziecie m.in. w Bazylice Franciszkanów na pl. Wszystkich Świętych 5. Dzieła artysty, które wykonał w latach 1897–1902, to intrygujące połączenie symboliki chrześcijańskiej z wpływami zachodnioeuropejskiej secesji, a także sztuki japońskiej, która w belle époque cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Najsłynniejszym dziełem zrealizowanym dla tego kościoła był witraż „Bój Ojciec wydobywający świat z chaosu”, który wstawiono w zachodnie okno nad chórem muzycznym w 1904 r. Ma on też drugą, bardziej pospolitą nazwę: „Stań się”. Przedstawia monumentalną postać Boga Ojca, który unosi się nad żywiołami, stwarzając świat. Jeśli będziecie mieć trochę więcej czasu, warto przyjść tu o różnych porach dnia, by zobaczyć jak pod wpływem zmieniającego się światła żywioły z witraża raz są bezkresem wód, a innym razem żywym ogniem.

Nie sposób nie zauważyć także malarskich dekoracji. Co prawda Stanisław Wyspiański pracował nad polichromią kościoła w 1895 r. tylko przez sześć miesięcy. A to dlatego, że jego nowatorskie podejście do sztuki nie spodobało się komisji czuwającej nad renowacją obiektu. Jednak to, co udało mu się stworzyć, zapiera dech w piersiach. Intensywność kolorów, rajskie ogrody pełne lilii, maków, bratków i róż, charakterystyczna kreska art nouveau – to cechy, które odnajdziecie na malowidłach Stanisława Wyspiańskiego. Przedstawiając Matkę Boską w krakowskim stroju ludowym, a Boże Miłosierdzie jako dwie dziewczynki w uścisku wśród irysów, chciał zamienić franciszkańską bazylikę w świątynię polskiej secesji. Jej zwieńczeniem było błękitne sklepienie usiane złotymi gwiazdami, od których zakręci wam się w głowie! Co ciekawe, większość roślinnych motywów wzorowana była na słynnym zielniku Stanisława Wyspiańskiego, który był dla niego źródłem natchnienia przy wielu dziełach. Warto dodać, że polichromię bazyliki – po odrzuceniu koncepcji Wyspiańskiego – dokończył w 1905 r. Tadeusz Popiel, również w stylu secesji.

Jeśli kochacie witraże, koniecznie zajrzyjcie też do Domu Towarzystwa Lekarskiego, który znajduje się przy ulicy Radziwiłłowskiej 4 i funkcjonuje do dziś. Tutaj podziwiać możecie jedyne secesyjne wnętrza zaprojektowane przez Stanisława Wyspiańskiego. Gwiazdą projektu był witraż „Apollo – system słoneczny Kopernika” znajdujący się nad klatką schodową tuż po wejściu do budynku. Niestety dziś podziwiać możemy jedynie jego rekonstrukcję z 1972 r. Oryginał został zniszczony pod koniec II wojny światowej. Jednak z początkiem roku Muzeum Witrażu w Krakowie ogłosiło, że trwają pracę nad nową, ulepszoną rekonstrukcją „Apolla”. Dzieło, które ma powstać na podstawie oryginalnych rysunków Stanisława Wyspiańskiego, do złudzenia będzie przypominać pierwowzór, a to dzięki zastosowaniu odpowiedniej techniki i kolorów, których używano w czasach belle époque. Rekonstruktorzy w bawarskim Waldsassen znaleźli hutę, która do dziś wytwarza szkło witrażowe według XIX-wiecznych receptur. Jest bardzo prawdopodobne, że Stanisław Wyspiański, tworząc „Apolla” w 1904 roku, dysponował materiałem właśnie z niej. Choć rekonstrukcja z początku lat 70. nie jest idealna, warto umówić się na wizytę w Domu Towarzystwa Lekarskiego nie tylko z powodu „Apolla”.

Przyjrzyjcie się bliżej balustradzie ozdobionej kwiatami i liśćmi kasztanowca. Zajrzyjcie do sali posiedzeń, której ściany artysta pomalował na malinowo i ozdobił fryzem z kwiatów pelargonii. Usiądźcie na niewygodnych krzesłach. Legenda głosi, że niekomfortowe meble Stanisława Wyspiańskiego to zabieg celowy. Projektant chciał, by słuchacze nie zasypiali na spotkaniach. Spójrzcie wreszcie na sufit ozdobiony ogromnym żyrandolem całym w płatkach śniegu.

Jednak Stanisław Wyspiański to nie tylko projektant wnętrz czy witraży. To także dramaturg. Zanim traficie do teatru na plac Świętego Ducha, który w czasach belle époque był mekką wielu artystów, odpocznijcie w restauracji Wesele, nazwą i wystrojem nawiązującej do legendarnego dramatu. Jedząc kaczkę z gruszkami czy złociste żeberka w śliwowicy, podziwiajcie „weselne” akcenty wnętrza oraz krakowski rynek, po którym kiedyś przechadzali się Stanisław Wyspiański i cała krakowska bohema, tak trafnie sportretowana w „Weselu”.

„Co tam panie w polityce? Chińczycy trzymają się mocno?” – możecie powiedzieć, stając przed dawnym Teatrem Miejskim im. Juliusza Słowackiego, w którym 16 marca 1901 r. Wyspiański po raz pierwszy wystawił kontrowersyjne „Wesele”, opisujące zaślubiny Lucjana Rydla z chłopką Jadwigą Mikołajczykówną. Była to historyczna chwila nie tylko dla Młodej Polski czy samego artysty, który dzięki temu dramatowi zdobył uznanie i sławę, ale też dla samego miasta. Tego samego dnia krakowskimi ulicami ruszyły pierwsze tramwaje elektryczne, którymi widzowie mogli dojechać także na premierę „Wesela”. Przeszłość spotykała się więc z przyszłością nie tylko w sztuce Stanisława Wyspiańskiego.

Czasy belle époque to nie tylko fascynacja renesansem i romantyzmem, ale też świat niezwykłych odkryć, które miały zmienić raz na zawsze całą cywilizację. Słomiane chochoły już za chwilę ustąpić miały miejsca nowym czasom, rozświetlonym blaskiem elektrycznych lamp, czasom czarno-białych filmów i fotografii. Zmiany widoczne były również w teatrze.

„Musisz być jak trzcina na wietrze, reagować na każdą emocję, wkładać siebie w postać, którą grasz” – mówili reżyserzy wielkim krakowskim aktorom początku XX wieku – Irenie Solskiej, Wandze Siemaszkowej czy Michałowi Tarasiewiczowi. To dla nich na sztuki Wyspiańskiego, Ibsena czy Czechowa przychodziły tłumy krakowskiej elity – w fantazyjnych kapeluszach, platynowej biżuterii i bogato zdobionych sukniach pachnących perfumami prosto z Paryża.

Po spektaklu, gdy opadała ciężka kurtyna Siemiradzkiego, gwiazdy teatru udawały się do pobliskiej kawiarni Ferdynanda Turlińskiego – Paon („Pod pawiem”), znajdującej się przy ulicy Szpitalnej 38, gdzie w oparach absyntu tworzono nową Młodą Polskę.

Krakowska cyganeria

Jeśli chcecie poczuć klimat krakowskiej cyganerii, koniecznie przejdźcie się po ulicy Floriańskiej o zmroku. To tutaj przed stu laty bawiła się cała śmietanka towarzyska, zmierzając do jednego, kultowego miejsca – Jamy Michalika, do dziś znajdującej się pod numerem 45. Poeci, malarze i dziennikarze – ubrani w dziwaczne berety i z niedbałym zarostem, w długich powłóczystych płaszczach – spotykali się wieczorami, by dyskutować o sztuce i polityce, oglądać szopki Zielonego Balonika i bawić się do białego rana przy mocnym alkoholu. Co prawda krakowscy artyści – na wzór swoich kolegów z Paryża, Wiednia czy Monachium – mieli kilka miejsc, w których przesiadywali, ale to Jama Michalika cieszyła się największym uznaniem.

Kawiarnia założona w 1895 r. przez Jana Apolinarego Michalika szybko stała się artystycznym centrum miasta, gromadząc największe sławy belle époque. To tutaj w 1905 r. powstał pierwszy kabaret literacki Zielony Balonik, którego pomysłodawcą był Jan August Kisielewski, a głównym artystą Tadeusz Boy-Żeleński. Tutaj w mrocznych wnętrzach zrodziła się nowa religia – Młoda Polska. Tutaj wreszcie po dziś dzień możecie podziwiać wnętrza zaprojektowane w 1908 r. przez wybitnych twórców secesji – Franciszka Mączyńskiego, Karola Frycza i Henryka Uziembłę. Z pewnością zaglądali do niej również Jacek Malczewski, Leon Wyczółkowski, Włodzimierz Tetmajer, Stanisław Wyspiański czy Józef Mehoffer. Wszyscy oni byli absolwentami Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, której w czasach belle époque przewodził Jan Matejko.

Wyspiański kontra Mehoffer
Skoro mowa o Janie Matejce, jego ulubionymi uczniami byli wspomniani Wyspiański i Mehoffer, którzy w 1900 r. wspólnie zaprojektowali polichromię w Kościele Mariackim. Znajdziecie tu jednak nie tylko ich malowidła, ale również witraże. Wyobraźcie sobie, jak mogło wyglądać to wnętrze i jego goście 20 listopada 1900 r., podczas legendarnego ślubu Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną, który stał się inspiracją do dramatu „Wesele”.

Co ciekawe, drogi Stanisława Wyspiańskiego i Józefa Mehoffera wielokrotnie się przecinały. Los bowiem sprawił, że w dom, w którym na świat przyszedł Wyspiański, w 1932 r. zakupił 63-letni wówczas Mehoffer. Pałac pod Szyszkami przy ulicy Krupniczej 26 to kolejny ważny punkt na naszej mapie. Dziś działa tu Muzeum Józefa Mehoffera, w którym zebrano setki dzieł – obrazów, rysunków, projektów, mebli i dekoracji – stworzonych przez tego wybitnego krakowskiego artystę. Wnętrza zostały zrekonstruowane według archiwalnych fotografii i wspomnień rodziny Mehoffera, jednak nie tylko dla nich warto odwiedzić muzeum. Kojarzycie „Dziwny ogród”? Jego skrawki znajdziecie na tyłach willi. Warto przespacerować się po nim szczególnie wiosną, gdy kwitną tu bzy, majowe konwalie i fiołki. Może gdzieś między starymi drzewami spotkacie bohaterów obrazów Józefa Mehoffera?

Kraków w czasach belle époque to nie tylko miasto sztuki, ale też ogromnych pieniędzy. Grube ryby krakowskiej finansjery w dużej mierze finansowały krakowską cyganerię. Symbolem tej prosperity była siedziba Izby Przemysłowo-Handlowej. Słynny Dom pod Globusem na rogu ulic Długiej i Basztowej został zaprojektowany w latach 1904–1906 przez Tadeusza Stryjeńskiego i Franciszka Mączyńskiego. Na szczególną uwagę zasługują jednak wnętrza. Wachlarzowe wzory, kwiatowe i geometryczne ornamenty oraz żelbetowy strop pokryty malowanymi pawimi piórami to pomysły Józefa Mehoffera.

„Galicyjski Gaudi”

Kraków można zwiedzać tygodniami, zaglądać w najdalsze zakamarki dawnych uliczek i poznając historię ludzi, którzy przez wieki tworzyli to miejsce. Przy ładnej pogodzie warto zaplanować sobie wycieczkę śladami secesyjnych kamienic.

Koniecznie zajrzyjcie na Karmelicką 35, gdzie stoi kamienica wybitnego architekta Teodora Talowskiego. Dom pod Pająkiem, który powstał w 1889 r., już z daleka krzyczy do nas czerwoną cegłą i fantazyjnymi kamiennymi dekoracjami. Poznacie go po charakterystycznym pająku, który znajduje się na samym szczycie. Zabawcie się w detektywów i rozwikłajcie zagadkę pajęczej sieci, która zdaniem wielu badaczy symbolizuje przemijanie. Na wykuszu znajdziecie małą podpowiedź z Listu św. Pawła do Rzymian (Rz 8,31):

Tylko Światło – Bóg-światłość – rozplątać może iluzje pajęczyn i wydobyć człowieka ze splotów delikatnej, a tak przecież mocno owijającej go sieci. Tylko Bóg-słońce pokazać może, że nie "opera vana" decydują o ludzkim losie. I że nie powinien on zbytnio ufać sobie i własnym przemijającym tworom.

Jednak pająk to nie jedyna niespodzianka kamienicy. Krakowski sen szalonego architekta to również zegar słoneczny znajdujący się tuż pod rzeźbą pająka, liczne kule armatnie, wmurowane w fasadę jako element dekoracyjny czy płaskorzeźba smoka.

Ta kamienica to nie wszystko. „Galicyjski Gaudi” stworzył znacznie więcej architektonicznych perełek, wpisujących się w nurt malowniczego eklektyzmu. Magiczny, romantyczny, baśniowy Kraków, który tak znamy i kochamy, właśnie jemu w dużej mierze zawdzięcza swój charakter. Architekt uwielbiał łączyć style, odkrywać symbole, bawić widza architekturą niczym teatralną dekoracją. Cechą charakterystyczną jego budowli jest postarzana cegła. Niestety technikę jej wykonywania architekt zabrał ze sobą do grobu.

Idąc po śladach „polskiego Gaudiego”, zajrzyjcie na ulicę Retoryka, przy której znajduje się cały ciągu budynków zaprojektowanych przez Teodora Talowskiego. Wśród nich stoi prawdziwe cudo krakowskiego eklektyzmu – Dom pod Śpiewającą Żabą, który swoją nazwę zawdzięcza „kumkającej śpiewaczce”. Kamienica jest dowodem na to, że polski architekt miał niezwykłe poczucie humoru. Żaba siedząca na jednym z wykuszy nie znalazła się tu przypadkowo. Pod koniec XIX wieku, gdy zakładano ulicę, jej środkiem płynęła Rudawa, a jej najliczniejszymi mieszkankami były właśnie żaby. Kamienica początkowo była szkołą muzyczną, więc architekt postanowił w ten sposób połączyć te dwa, jakże intrygujące, światy.

Oprócz śpiewającej żaby znajdziecie tu także Dom pod Osłem (z pewnością odnajdziecie na nim głowę osła) czy kamienicę Festina Lente (Śpiesz się powoli). Warto odwiedzić również budynek Szpitala Zakonu Bonifratrów na Kazimierzu czy zobaczyć wiadukt kolejowy nad ulicą Lubicz, również jego autorstwa. Choć dziś większość krakowskich dzieł Teodora Talowskiego obecnie oszpecona jest kiczowatymi reklamami, przy odrobinie wyobraźni przeniesiecie się do czasów ich świetności – do belle époque, w której Talowski był prawdziwą gwiazdą, najmodniejszym architektem Krakowa, pupilkiem arystokracji, a tym samym człowiekiem bardzo zamożnym.

Krakowskie zoo

Pająk, żaba, sowa – to niejedyni mieszkańcy krakowskich kamienic. Niemal każdy secesyjny budynek miał swojego bohatera, który nadawał jemu szczególny charakter. Przy Al. Krasińskiego 21 znajdziecie Dom pod Sową zaprojektowany przez ucznia Teodora Talowskiego – Romana Bandurskiego w 1907 r. Na Rynku Głównym pod numerem 45 jest Dom pod Orłem, którego strzeże wielki skrzydlaty feniks zaprojektowany przez Stanisława Wyspiańskiego. Na rogu ulicy Szczepańskiej i Sławkowskiej odkryjecie zaś jedną najstarszych krakowskich aptek – Pod Złotym Tygrysem, a na ulicy Smoleńsk 18 – Dom pod Smokiem, także zaprojektowany przez Teodora Talowskiego.

Kasztany

Lilie, róże, polne kwiaty – to rośliny, które wielokrotnie spotkać możecie na dziełach z okresu belle époque. W Krakowie jednak – oprócz wspomnianych roślinnych akcentów – fasady budynków, balustrady na schodach kamienic czy stiuki zdobią kasztany! Żeby zobaczyć kasztanową secesję na własne oczy, musicie odwiedzić wspomniany już Dom Towarzystwa Lekarskiego, kamienicę przy ulicy Garncarskiej 2 czy Zyblikiewicza 11A, gdzie znajdziecie fasady zdobione kasztanowymi ornamentami. Skąd w Krakowie miłość do kasztanów? Może to krakowskie Planty – pachnące w maju kasztanową wonią – sprawiły, że krakowska belle époque zakochała się w tych drzewach?

Plac Szczepański

Po spacerze po Plantach odwiedźcie również Plac Szczepański, gdzie znajduje się gmach Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, zaprojektowany w latach 1898–1901 w duchu secesji wiedeńskiej przez Franciszka Mączyńskiego. Do dziś odbywają się tu spotkania, wystawy i warsztaty poświęcone sztuce. Stojąc na środku placu, warto zmrużyć oczy, wyobrazić sobie gwar wielkiego targowiska, które działało tu jeszcze przed wojną, poczuć zapach świeżych owoców i warzyw, ale też kawy. To tutaj, przy Placu Szczepańskim 3A (dziś Bunkier Sztuki) w 1905 r. Roman Drobner zbudował pierwszą krakowską kawiarnię z prawdziwego zdarzenia. Secesyjna, bogato zdobiona bryła z wielkimi oknami była dziełem Jana Zawiejskiego. Choć jego monumentalny projekt nie przypadł do gustu ówczesnym mieszkańcom Krakowa, kawiarnia cieszyła się ogromnym powodzeniem aż do czasu, gdy w 1907 r. spłonęła doszczętnie. Jan Zawiejski z pieniędzy z ubezpieczenia postanowił odbudować kawiarnię, wzorując się na pierwotnym projekcie. Niestety budynek rozebrano w latach 50., a Kraków szybko zapomniał o magicznym, kontrowersyjnym i tak przełomowym Drobnerionie.

Krakowskie czasy Zapolskiej

Jeśli macie bujną wyobraźnię, z łatwością wyobrazicie sobie damę w wielkim kapeluszu siedzącą w wiklinowym koszu w kawiarnianym ogrodzie. To Gabriela Zapolska, która po powrocie z Paryża zamieszkała na dwa lata właśnie w Krakowie, grając w tutejszych teatrach, prowadząc szkołę aktorską i tak trafnie opisując przywary krakowskich mieszczan w licznych sztukach i felietonach.
Ważnym punktem na „zapolskiej mapie” Krakowa jest Hotel Saski, w którym pisarka wystawiała sztuki teatralne. Nie ona jedna była gwiazdą słynnej Sali Saskiej. Swoje popisy prezentowali tu na przestrzeni lat również: Franciszek Liszt, Johannes Brahms, Ignacy Jan Paderewski czy Artur Rubinstein. Choć nie wszystkie wnętrza pamiętają ich czasy, istnieje jeden obiekt szczególnie wart polecenia – to zabytkowa winda, która jest prawdziwą gratką dla fanów belle époque. Warto dodać, że Kraków to miasto starych wind, w dużej mierze wciąż działających.


Towarzyskie zakamarki

Innymi miejscami, które skupiały ówczesną elitę, był Hotel Krakowski, a także nieistniejąca już kawiarnia Bisanza, która działała do 1908 r. Krakowianie uwielbiali jej wnętrza i menu, ciesząc się, że ich miasto ma miejsca tak luksusowe i wytworne jak Paryż czy Wiedeń. Na wódkę czy likierek na róg ulic Karmelickiej i Dunajewskiej przychodzili m.in. Józef Piłsudski i Ignacy Daszyński.
Warto również zajrzeć pod adres Szpitalna 30, pod którym działał Hotel Pollera. Na klatce schodowej do dziś znajdują się witraże przedstawiające kotwicę oplecioną irysami autorstwa Stanisława Wyspiańskiego. To nie przypadek. W pierwszych latach XIX wieku hotel ten nosił nazwę Zajazdu pod Kotwicą. Dzisiejsza nazwa pochodzi od właściciela Kaspra Pollera. W eleganckich wnętrzach utrzymanych w duchu secesji poczujecie się jak dawni sławni goście – Helena Modrzejewska, Henryk Sienkiewicz czy Nikołaj Bierdiajew.

Krakowski Kazimierz

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość mieszają się na krakowskim Kazimierzu, który jest miejscem najbardziej tajemniczym, nieoczywistym, zagmatwanym. Warto tu zajrzeć, by odnaleźć ducha dawnych czasów, usłyszeć szum żydowskich rozmów w jidisz i poczuć zapach koszernych potraw, które z pewnością jadał także Karol Knaus – wybitny architekt żydowskiego pochodzenia, mieszkający i tworzący na Kazimierzu. W Krakowie, a także w całej Galicji znajdziecie wiele jego projektów. By poznać jego styl, warto zajść na kazimierską ulicę Św. Sebastiana 12, przy której stoi willa architekta wybudowana w 1883 r. Nieopodal, na ul. Bogusławskiego 3 i 5 odnajdziecie kolejne dwie realizacje Knausa. To kamienice przeznaczone na mieszkania dla ówczesnej żydowskiej inteligencji – bankierów, adwokatów, lekarzy. Choć Karol Knaus żył zaledwie 58 lat, to właśnie jemu w sporej mierze krakowski Kazimierz zawdzięcza swój dzisiejszy wygląd. Domy przy Dietlowskich Plantach, ulicach Bożego Ciała czy Miodowej to jego projekty, w których mieszkali przed stu laty m.in. Kazimierz Przerwa-Tetmajer czy Tadeusz Boy-Żeleński. Tu również w czasach belle époque na świat przyszła wielka Helena Rubinstein, założycielka słynnej marki kosmetycznej, uważana do dziś za jedną z najbogatszych kobiet świata.

Koniec jak z filmu!

Na deser wizyta w dawnym kasynie oficerskim przy ulicy Zyblikiewicza 1. Willę rozpoznacie po charakterystycznym daszku przypominającym wejścia do francuskiego metra w stylu art nouveau. W środku secesyjne wnętrza, niemal całkowicie zachowane. Zabytkowa klatka schodowa zaprowadzi was do wielkiej sali balowej, w której kręcono „Listę Schindlera” Stevena Spielberga.

Jeśli mowa o filmie, a w szczególności rekwizytach filmowych, warto odwiedzić jeszcze jeden krakowski adres. Przy Rynku Głównym 29 mieści się niezwykłe Sanatorium pod Klepsydrą, w którym pasjonat Marek Sosenko i jego rodzina kolekcjonują magię dawnych czasów. To najbogatszy antykwariat w kraju nad Wisłą, z którego przedmioty wypożyczano także m.in. do filmu Spielberga.

Kończymy filmowo, bo ostatnie lata belle époque to także rozwój filmu. Pierwszy pokaz kinematografu odbył się w 1896 r. w Teatrze Miejskim, w którym przez kilka kolejnych lat pokazywano filmy realizowane przez wytwórnię braci Lumiere – „Śniadanie dziecka”, „Mimik z kapeluszem” czy „Francuską kawalerię”. Zanim w Krakowie pojawiło się pierwsze kino z prawdziwego zdarzenia, filmy wyświetlano w wielu salach teatralnych, a także w Hotelu Kleina. Pierwsze stałe kino krakowskie zadebiutowało w 1907 r. pod nazwą Cyrk Edison. Dziś trudno odnaleźć wszystkie miejsca, w których oglądano „czarno-białą magię”. Jednym z tych, które nie zmieniły znacznie swojego wyglądu, jest kino Uciecha otworzone w 1912 r. przy ulicy Starowiślnej 16. Secesyjne wnętrza z witrażem przedstawiającym głowę Meduzy zaprojektował Henryk Uziembło. Uciecha była jednym z największych kin w Krakowie, mogła pomieścić nawet 600 osób! Tutaj również po raz pierwszy w Krakowie w 1929 r. pokazało film dźwiękowy – „Śpiewaka jazzbandu” Alana Croslanda. Nowi właściciele od kilku lat przywracają dawną świetność secesyjnego obiektu, wierząc, że Uciecha to idealne miejsce, w którym przeszłość może spotykać się z przyszłością.