Partner artykułu czytaj ten artykuł
Nigdy nie pracowałem przy tak trudnej i wymagającej produkcji. Ten serial ma niewyobrażalny rozmach – mówi w rozmowie z WP Paweł Małaszyński, którego od 15 lutego możemy oglądać w nowym serialu TVN, „Belle époque”.

„Belle époque” to 10-odcinkowy serial kryminalny, którego akcja rozgrywa się w 1905 roku. Jan Edigey-Korycki (Paweł Małaszyński) wraca do Krakowa po dziesięciu latach, by rozwikłać zagadkę zabójstwa matki. Bohater po raz kolejny spotka się także ze swoją ukochaną sprzed lat - Konstancją (Magdalena Cielecka), z którą rozstał się w dramatycznych okolicznościach.

Paweł Małaszyński opowiada nam o pracy na planie produkcji, o wyzwaniach, jakie niesie ze sobą rola w serialu kostiumowym oraz zdradza, co łączy Jana Edigeya-Koryckiego z Sherlockiem Holmesem.


W „Belle époque” wcielasz się w Jana Edigeya-Koryckiego. To tajemniczy mężczyzna, który po latach powraca do Polski, by rozwikłać zagadkę, która prawdopodobnie zaważyła na całym jego dorosłym życiu.

Jan spędził dziesięć lat na wygnaniu, co wyraźnie odbiło się na jego psychice i wyglądzie. Zostały mu na ciele pamiątki – na plecach ma wytatuowanego smoka, zakłada też biżuterię, jakiej w tamtym czasie w Polsce mężczyźni raczej nie nosili. Ubiera się inaczej niż jego rówieśnicy.

Ten facet ucieka od pewnych norm społecznych, które go w jego mniemaniu niepotrzebnie wiążą. Zwiedził kawał świata i niektóre konwenanse wydają mu się reliktem poprzedniej epoki. On się w tej kulturze źle czuje. To nie jest już ten sam człowiek, który lata temu wyjeżdżał z Polski z podkulonym ogonem. Musi na nowo uczyć się pewnych zachowań, ale wcale mu się to nie podoba. Jego brak poszanowania dla tradycji często prowadzi do konfliktów. To w gruncie rzeczy zabawne, jeśli uświadomimy sobie, że w tamtym czasie tak prosty gest jak niezdjęcie kapelusza w pomieszczeniu zakrawało na obyczajowy skandal.

Masz na sobie piękny kostium z epoki – trzyczęściowy garnitur, cylinder i piękne lakierki. Taki strój od razu przenosi cię do Krakowa z początku XX wieku?

To bardzo pomaga w utożsamieniu się z moim bohaterem, choć – przyznaję – nie jest zbyt wygodne [śmiech]. Zakładam buty, płaszcz, biżuterię – wszystko to, co składa się na wygląd mojego bohatera wymyślony przeze mnie i Michała Gazdę [reżysera serialu – przyp. red.] – i automatycznie staję się Janem Edigeyem-Koryckim. To właśnie kostium pozwala mi wejść w osobowość mężczyzny żyjącego na przełomie XIX i XX wieku, poznać jego gesty, sposób poruszania się, charakter.

Trzeba przy tym bardzo uważać, żeby kostium nie przykrył bohatera, nie sprawił, że stanie się on przerysowany. Dlatego tak ważna jest współpraca z reżyserem, który sprawuje nad wszystkim pieczę i pilnuje, żebym nie przeszarżował [śmiech]. Najważniejsze, to pamiętać, że pod tą grubą warstwą ubrań kryje się człowiek z krwi i kości, który ma swoje dylematy, pragnienia i tajemnice.

Tajemnic w „Belle époque” nie brakuje. Twój bohater zostaje uwikłany w śledztwo, mające na celu pojmanie mordercy jego matki. Przełom XIX i XX wieku to okres niezwykłego rozwoju technik łapania przestępców. Mało kto wie, że zanim zaczęto identyfikować podejrzanych na podstawie odcisków palców, dokładnie mierzono... ich kości. Jak wyglądała praca detektywa w tym czasie?

W serialu zobaczymy początki współczesnej kryminalistyki, która w tym czasie była jeszcze w powijakach. Dopiero odkrywano odciski palców, grupy krwi czy wspomnianą przez ciebie antropometrię. Mój bohater jest jednak nie tyle detektywem, co asystentem kryminalnym. To nie jest człowiek z policji, choć z nią współpracuje. Jan nie lubi spędzać czasu w laboratorium, w przeciwieństwie do swojego przyjaciela Henryka granego przez Eryka Lubosa. On przede wszystkim ufa swojej intuicji, która już nie raz uratowała mu życie.

Jak działa jego intuicja?

Jan jest osobą pełną tajemnic, która - mimo że wraca po latach nieobecności do ojczyzny - nie czuje się w niej jak u siebie. Przez 10 lat podróżował po całym świecie – zwiedził Azję, Amerykę, Afrykę, spędził wiele czasu w chińskim więzieniu. Zetknął się z wieloma kulturami i, mówiąc kolokwialnie, z niejednego pieca chleb jadł.

Żeby to wszystko przetrwać, musiał nauczyć się ufać swojej intuicji. Wypracował więc swój własny system dedukcji, szósty zmysł, którym kieruje się także przy rozwiązywaniu zagadek kryminalnych. Ma niezwykle cenny dar, dlatego współpracuje z policją, ale nigdy nie zgodziłby się wstąpić w jej szeregi.

Trochę jak Sherlock Holmes.

Trochę tak. Kiedy czytałem scenariusz „Belle époque”, to było jedno z moich pierwszych skojarzeń. I faktycznie coś w tym jest, choć wbrew pozorom wcale ci dwaj panowie nie mają ze sobą tak wiele wspólnego.


Belle époque to w ogóle szalenie wdzięczny okres, który często staje się tłem dla produkcji kinowych i telewizyjnych.

Pewnie, że tak! „Peaky Blinders”, „The Knick”, „Ripper Street” czy nawet „Sherlock Holmes” Guya Ritchiego - można by wymieniać bez końca. Myślę, że nie ma w tym nic złego. W „Belle époque” czerpiemy inspirację z tych tytułów, ale przede wszystkim przekładamy je na polskie realia. Myślę, że telewizja TVN sporo ryzykuje, realizując serial kostiumowo-kryminalny z tak ogromnym rozmachem. Dla polskiego widza to będzie coś absolutnie nowego i świeżego.

Mam jeszcze jedno skojarzenie, choć z pozoru bardzo odległe od tego, o czym tu opowiadamy.

Jakie?

„Stranger Things”.

Takiego porównania się nie spodziewałam!

W jednym serialu jak w soczewce skupia się cała kultura lat 80. XX wieku. Wszystkie powieści Stephena Kinga, „E.T.” Spielberga, „Goonies”, wszystko to wrzucone do jednego worka i w efekcie powstał serial, który stał się jednym z największych fenomenów ubiegłego roku. Mam nadzieję, że z „Belle époque” będzie podobnie.

A co tobie podoba się w czasach, o których opowiadacie w serialu?

Bardzo interesuję się historią i przyznam, że trudno mnie zaskoczyć. Kiedy dostałem scenariusz i zostałem zaproszony na rozmowę z producentami, pierwsze, co im powiedziałem, to że ja sobie tego nie wyobrażam!

Dlaczego?

Ten serial ma niewyobrażalny rozmach. Ostatnią polską produkcją z tak imponującą scenografią i kostiumami była chyba „Lalka”. Odwaliliśmy kawał solidnej roboty na tym planie. Nigdy nie pracowałem przy tak trudnej i wymagającej produkcji. Większość polskich seriali rozgrywa się współcześnie, są to historie albo obyczajowe, albo kryminalne. Lekkie, łatwe i przyjemne. Tutaj mierzymy się z materią bardzo trudną, mroczną i tajemniczą, a jednocześnie pełną blichtru i przepychu, od którego trudno oderwać wzrok. Piękne kobiety, przystojni mężczyźni zapięci pod samą szyję i zapierające dech w piersiach kostiumy i wnętrza, a jednocześnie brud, który czai się w ciemnych zakamarkach miasta. Kraków z tamtego okresu jest jednym z najpiękniejszych, a jednocześnie najbardziej niebezpiecznych miast w Polsce. Witaj w belle époque [śmiech].